poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozprawa o jedzeniu? - Recenzja książki „Dolce vita po polsku”

Poczuć włoskie słońce na policzkach, zziębniętych od polskiej jesieni. Bezcenne. Może nie jest to w stu procentach możliwe , bo skąd w środku listopada wyczarować sobie Włochy? Dla chcącego nic trudnego, a Anna Dudek niczym Wergiliusz poprowadzi nas przez kolejne poziomy włoskiego życia.

Nie jestem italofilką, nigdy nią nie byłam. Lubię banalne opowieści o wyidealizowanej Toskanii, która jest dla mnie rajem na ziemi. Jednak Włochy, to nie tylko piękne winnice pokryte promieniami słonecznymi. Właśnie z książki „Dolce vita po polsku”, poznajemy rzeczywistość, o której zapomniał napomknąć Ferenc Mate.

Autorka postanowiła umożliwić nam stworzenie sobie w Polsce własnej, małej Italii. Pomysł wspaniały, jak i forma poradnika. Anna Dudek postanowiła przeprowadzić wywiady ze znanymi, w większym lub mniejszym stopniu, Polakami, którzy swe serca pozostawili we Włoszech, mamy również możliwość poznania odczuć rodowitych Włochów mieszkających w Polsce. Opowiadają o pierwszych konfrontacjach z obcą kulturą i stopniowym oswajaniem się z nowymi realiami w znacznym stopniu odmienne od tych panujące w rodzinnym państwie.

Moim głównym zarzutem wobec książki jest fakt, że nawet na takie Włochy w Polsce nie każdy może sobie pozwolić. Nie chodzi mi jedynie o kwestie materialne, ale chociażby dostępność pewnych usług czy produktów w naszym nadwiślańskim kraju nadal nie jest na zadowalającym poziomie. Właściwie to jednak wiąże się to z pieniędzmi. Idealnym przykładem jest włoskie wino, które na półwyspie Apenińskim można nabyć za nawet 1€. W Polsce cena ta wzrasta do co najmniej kilkudziesięciu złotych. Biedni studenci raczej nie stworzą sobie własnej Italii... To dlatego, że w książce co chwila poruszany jest temat jedzenia. To nas upodabnia do Włochów, ten kult stołu. Oczywiście nie tylko posiłki kraj tworzą, jednak w tym wypadku jedzenie jest bardzo istotne.

Książka godna polecenia, co prawda historie opierały się na jednej osi konstrukcyjnej, ale oczywiście nie zarzucam, że były takie same! To dowodzi, że miłość do Włoch jest uniwersalna, akurat do przetrwało od czasów sarmackich. Nie trzeba być zakochanym w Italii, żeby sięgnąć po tę książkę. Warto poznać ciekawostki na temat kultury, sztuki i mentalności włoskiej, a podczas lektury należałoby zaopatrzyć się w przekąski, bo jestem pewna, że łatwo przy niej zgłodnieć.

 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MG.

1 komentarz:

  1. Miałam możliwość przeczytania tej książki, ale nie miałam zbyt wielkiej ochoty na to. Jednak ostatnio, kiedy byłam w księgarni, wzięłam "Dolce vita po polsku" do ręki i... zmieniłam zdanie. Przejrzałam jedynie kilkanaście kartek, ale poczułam apetyt na tę pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń