niedziela, 12 sierpnia 2012

Na Peruna! Cóż za uparty czarodziej... - Recenzja książki „Władca wilków”

Jako fanka religii dawnych, wytępionych, zamierzchłych z wielką ochotą czytam książki nawiązujące do prastarych wierzeń. Jakże pozytywnie zaskoczyła mnie wiadomość, że oto pojawiła się kolejna pozycja fantasy osadzona w naszej rodzimej słowiańskiej religii. Dokładnie tak. Zaczytujemy się w historiach o bogach z Olimpu, a tu takie kąski...
Przed państwem (donośny dźwięk rogu) Juraj Červenák i jego „Władca wilków”.

Książka rozpoczyna się najazdem Awarów na stojącą na uboczu słowiańską chatę, a później jest już tylko ciekawiej. Zdaną na łaskę Krwawych Psów rodzinę ratuje Czarny Rogan, bohater wojenny, słynny pogromca Awarów, która ma do spłacenia wobec nich dług, ktoś przecież musi odesłać ich do Niwy. Jednak na jego drodze pojawia się wiedźma Mirena, która uprzykrzy mu odrobinę życie, ostatecznie jednak postanowią działać wspólnie (oczywiście wiemy, że w praktyce to różnie wychodzi). Ich zamiarem jest dotarcie do Kirtu – kryjówki Awarów, Rogan pragnie zemsty, Mirena bogactw, ale kto naprawdę wie, co ich tam spotka...

Jednym z głównych atutów książki są bohaterowie. Rogan i jego tymczasowi kompanie to istny majstersztyk. Najpierw dostajemy Mirenę troszkę agresywną kobietę, gdyby mierzyć ją miarą dzisiejszych czasów, na pewno można by nazwać ją feministką. Następnie poznajemy Wielimira obdarzonego ogromnym poczuciem humoru i rudą brodą. Ileż to słownych utarczek stoczyło to trio...
Niestety zapowiadany w przedsłowiu Gorywałd ukazuje się dopiero w końcowych rozdziałach książki, nie pozostaje nic innego, niż oczekiwanie na kolejny tom „Czarnoksiężnika”, ponieważ wystarczyło tylko kilka stron, by obdarzyć przerażającego wilka sympatią.

Dla mnie najbardziej wartościowe okazało się osadzenie książki w czasach religii słowiańskiej. Wszyscy doskonale wiemy, że wiara odgrywała zwykle kluczową rolę w naszym ludzkim życiu, a wiele konfliktów było spowodowanych właśnie przez nią. Autor przedstawia nam wiele starożytnych bóstw i biesów. Nawet zaprowadza nas do Niwy – krainy zmarłych.

Zastanawiające, że w szkołach bardziej skupiamy się na zachodzie i Karolu Wielkim, a o naszych rodzimych słowiańskich ziemiach wspomina się dopiero, gdy Mieszko I postanawia przyjąć chrzest. Szkoda, bo jest o czym opowiadać.

Książkę polecam... Wszelkiej maści fanom fantasy, znajdziecie tu wszystko czego pragniecie, bogaty bestiariusz, obrazowe opisy walk i nieschematycznych bohaterów. Oczywiście fani naszego rodzimego mistrza fantasy – Andrzeja Sapkowskiego, również się nie zawiodą Červenák w przedsłowiu wspomina o tym, że pomysł na książkę zrodził się właśnie dzięki „ojcu” Geralta.

Zapraszam do czytania... i uwaga na latające strzały Rogana!

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica. 

1 komentarz:

  1. Raczej nie moja bajka, ale na pewno fani tego typu przygód polubią tę książkę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń